Na start mały disclaimer: to, co będzie dzisiaj przedstawiane, odnosi się do dorosłych. O dzieciach nie mówimy, bo to jest kompletnie inna dziedzina kodowania mózgów. Dzieci działają w niezrozumiały sposób, nikt jeszcze nie wie, jak one zapamiętują dobrze, a zapamiętują świetnie. Więc to wszystko jest dla dorosłych, czyli dla nas.
Dobrze. Witam w temacie, który dwa lata temu odpalił mi w głowie bardzo konkretne pytanie: czy da się zrobić tak, żeby wiedza została, nawet jeśli nie używam jej non-stop w projekcie? Jak zapamiętywać informacje?
Skąd mi się to wzięło
To się zaczęło przy firmowych standardach (wewnętrzne spotkania organizowane i prowadzone przez pracowników fireupa). Jako jeden z koordynatorów standardów zauważyłem rzecz prostą: frekwencja bywała mała. Pogadałem z ludźmi: co działa, co nie, po co przychodzą.
I jedna odpowiedź wracała jak bumerang:
Jeżeli temat standardów nie trafia w to, co aktualnie robię w projekcie, to prawdopodobnie nie będę uczestniczyć. Bo i tak tego nie wykorzystam, więc ta wiedza mi nie zostanie w głowie. Jak będę jej potrzebował w przyszłości, to jej tam nie będzie. Szkoda czasu.
No i mnie to zmusiło do myślenia: czy da się „zaprogramować” mózg tak, żeby informacja została, nawet jeśli nie jest od razu praktyczna?
Zacząłem szukać. Przypadkiem wspomniałem o tym na zajęciach z angielskiego, i się potoczyło. Nauczyciel polecił mi książki, otworzył drzwi na całkowicie nowy świat metodyk uczenia się. Ja wybrałem z tego to, co działa u mnie, i co realnie testowałem przez ostatnie dwa lata.
Po co w ogóle się uczyć, skoro to tylko wiedza?
Żeby nie być gołosłownym, czyli co mi nauka realnie dała (poza samą wiedzą):
- Obniżenie stresu. Z badań, na które trafiałem w książkach: poznawanie nowych rzeczy potrafi mocno obniżać stres.
- Profilaktyka „chorób głowy”. Demencja starcza i podobne tematy – mózg to mięsień. Jak jest aktywnie używany, działa sprawniej.
- Czysta zabawa. Serio. To jest radość bez kosztu. Po słodyczach masz z tyłu głowy „waga wzrasta”. Po serialach: „mogłem spędzić to lepiej”. Po nauce – jeszcze nie miałem sytuacji, żebym żałował.
I jeszcze jedna rzecz, absolutnie krytyczna: trzeba chcieć. Ja uczyłem się niemieckiego dłużej niż angielskiego, a do dzisiaj umiem liczyć po niemiecku do trzech. Dlaczego? Bo nie chciałem. Jak nie chcesz, to jest srata czasu.
Moja metodyka: 3 fazy, które robią robotę
U mnie to się ułożyło w trzy etapy:
- Pozyskanie informacji
- Przetworzenie
- Utrwalenie
I większość ludzi kończy na etapie 1: pozyskać, zdać, zapomnieć. A my chcemy: pozyskać i mieć na lata.
- Pozyskanie informacji: czytam tak, żeby zrozumieć
Mózg nie zapamięta czegoś, czego nie rozumie. Więc samo „przelecenie wzrokiem” nie działa, nawet jeśli czytasz dużo.
Co mi pomaga:
Czytanie wolniej i aktywnie
- Czytam na głos, bo to zmusza do skupienia na każdym słowie.
- Po zdaniu robię pauzę i przekształcam je własnymi słowami – zwykły polski, inaczej powiedziane. Jak mam powiedzieć inaczej, to muszę zrozumieć.
Metoda ciekawskiego dziecka
Czytam i pytam: dlaczego?
Przykład z IT: „JWT jest bezpieczniejsze niż SWT” – okej, ale dlaczego? Jeśli tekst mi nie odpowiada, robię dygresję, odkładam artykuł, sprawdzam, wracam.
I tu ciekawostka: mózg kocha chaos. Przerwy i dygresje nie psują – często pomagają, bo budują przyczynowo-skutkowe zrozumienie.
Dlaczego w tej fazie nie robię notatek
W fazie pozyskiwania nie notuję. Zero markerów, zakreślania, przepisywania.
Bo to pułapka: ręka pisze, mózg nie uczestniczy. Notatki robione „automatem” to jest przerzucanie danych do zeszytu, nie do głowy.
Notatki u mnie pojawiają się dopiero w fazie 2 – i mają jeden cel: wyciągnąć to z mózgu na zewnątrz.
2. Przetworzenie: Active Recall, czyli mózg zapisuje przy odczycie
Teraz robimy rzecz kluczową: zamykam książkę, odkładam materiał i robię active recall (aktywne wyciąganie informacji).
To jest jedna z dwóch najważniejszych zasad:
Mózg nie zapisuje najlepiej w momencie „włożenia” informacji, tylko w momencie „odczytu”.
Dla informatycznych: pierwszy zapis wpada do cache, a dopiero przy odczycie dostaje flagę „warto zapisać na dysku”.
Jak wyciągam informacje
- Kartka i długopis albo tablica (u mnie często whiteboard).
- Z głowy na zewnątrz: notatki, mowa, gesty.
Sketchnoting (rysowanie notatek)
To nie muszą być ładne rysunki. Mają być moje. Chodzi o to, że tekst muszę przetłumaczyć na obraz – a tego nie da się zrobić 1:1, więc mózg filtruje, kojarzy, wybiera najważniejsze.
Mind mapping (mapy myśli)
Najpierw zrzut pojęć, potem łączenie. A kojarzenie faktów to to, co tygryski lubią najbardziej.
Zresztą wszyscy to znamy z życia: zapach w budynku i nagle przypomina ci się dzieciństwo. To są połączenia.
Mowa i gesty
- Mówię na głos, bo myśli „w środku” uciekają. Jak mówię, to zmuszam mózg do skupienia i składania zdań.
- Gesty – świetne przy językach i sekwencjach (np. przepisy), czasem też przy abstrakcjach.
Dlaczego wyrzucam notatki
Po przetworzeniu często wyrzucam notatki (albo ścieram tablicę). To nie są notatki na przyszłość. To są notatki żeby mózg zatrybił.
3. Utrwalenie: Spaced Repetition, czyli przypominaj, ale w odstępach
Druga najważniejsza zasada (obok active recall) to spaced repetition.
Jeśli chcesz pamiętać latami, musisz co jakiś czas wyciągać informację z głowy. Ale nie codziennie w nieskończoność. Odstępy rosną.
Przykładowo:
- pierwsza powtórka: następnego dnia (albo w zależności od trudności),
- potem po kilku dniach,
- potem po tygodniu,
- potem po miesiącu,
- potem raz na rok.
Klucz: masz zdążyć trochę zapomnieć, żeby było wyzwanie, ale nie wszystko.
Jak ja to robię: fiszki i metoda Leitnera (pudełko)
Ja używam fiszek w wersji „pudełko z przegródkami” (metoda Leitnera).
I teraz ważne: na fiszkach mam pytania, nie odpowiedzi.
Po drugiej stronie – nic. Bo ja nie chcę sprawdzać, ja chcę wyciągać.
Przykład fiszki technicznej:
- „Wytłumacz teorię CAP.”
I jadę na tablicy, łączę fakty, robię mini mind mapę z głowy.
Dopiero po wszystkim mogę zajrzeć do źródła i sprawdzić, gdzie zrobiłem błąd.
I jeszcze jedno: nie oszukuję siebie. Nie ma „to wiem”. Wypowiedz. Zapisz. Przetestuj. Inaczej mózg udaje.
Kaczuszka: ucz innych, nawet jeśli to gumowa kaczka
Jedna z najlepszych metod uczenia się to uczenie innych. Nie masz kogo? To bierzesz kaczuszkę. Tak, tę od rubber duck debugging.
Tłumaczysz jej temat jak człowiekowi, który nie rozumie. Prosto, krok po kroku. To wymusza przetwarzanie informacji w konkretny sposób. A jak „kaczuszka” zada pytanie „dlaczego?” – wracamy do metody ciekawskiego dziecka i pogłębiamy temat.
Czwarta faza (bonus): uplastycznienie informacji
To nie jest konieczne do samego zapamiętywania, ale to pokazuje, że temat realnie żyje:
- słowo z angielskiego – używasz w rozmowie,
- JWT – wykorzystujesz do zabezpieczenia aplikacji,
- przepis – modyfikujesz, bo rozumiesz zasady.
🚀 To jest moment, kiedy wiedza przestaje być faktem, a staje się narzędziem.
Dwa testy, które obnażają, czy coś naprawdę pamiętasz
Test 1: banknot 100 zł
Widziałeś go tysiące razy. A czy wiesz, jakie miasto jest na odwrocie?
Właśnie. Widzenie bez wyciągania = brak trwałej pamięci.
Test 2: wiedza z meetingu
Ile razy byłeś na spotkaniu, po którym wszystko było jasne, a tydzień później… zero? Bo zabrakło active recall i spaced repetition.
Jak mi się to sprawdziło po dwóch latach
Jestem mega przeszczęśliwy z efektów. Pamięć mi się polepszyła.
Przykład banalny, ale wymowny: kod z SMS-a – wystarczy rzut oka i wklepuję. Kiedyś przepisywałbym z telefonem w ręce. Numery, daty, różne rzeczy – wpadają z głowy. Największa zmiana: uczę się codziennie i to mi realnie poprawia samopoczucie. Wieczorem, bez ekranów za to z książką i mózg się ostrzy.
Challenge dla Ciebie: jedna prosta rzecz na start
Spróbuj jednej rzeczy. Najlepiej na angielskim:
- Weź 10 fiszek.
- Na każdej napisz pytanie (bez odpowiedzi).
- Codziennie przez 3–4 dni rób active recall (mów na głos, zapisuj).
- Potem przejdź na spaced repetition (odstępy rosną).
- Raz w tygodniu wytłumacz „kaczuszce” jedną rzecz, którą właśnie robisz.
I sprawdź na sobie, co działa. Bo każdy jest inny. Metod jest multum nie dlatego, że ktoś wymyślił magiczne nowoczesne techniki, tylko dlatego, że różnym osobom pasuje co innego.
Podsumowanie: dwie rzeczy, które masz zapamiętać
Jeśli miałbym zostawić Ci tylko dwa hasła, to są to:
- Active Recall – wyciągaj informację z głowy, nie tylko ją „czytaj”.
- Spaced Repetition – rozkładaj powtórki w czasie, z rosnącymi odstępami.
Reszta to narzędzia. Sketchnoting, mind mapping, mowa, gesty, kaczuszka, pudełko Leitnera, Anki, kalendarz – wybierz swoje.
Polecane książki, od których ja zacząłem
- Make It Stick – książka, która to wszystko u mnie odpaliła.
- Włam się do mózgu (Radek Kotarski) – przystępnie, „naszym” językiem, bez udawania, że odkrywa nową planetę.
Dobrze. To tyle. Albo wszystko ładnie weszło, albo nikt nie przeczytał ze zrozumieniem.
Cześć!

